sobota, 14 maja 2011

Quito, Ekwador

Prosze wybaczyc spore przestoje na blogu, ale ostatni tydzien spedzilismy w autobusach, w ktorych kiepsko z dostepem do komputera.. a jak na zlosc gdy w koncu dotarlismy do kafejki blog nie chcial sie zaladowac.. ale juz sie wszystko naprawilo wiec zasiadam do pisania!

Przyjechalismy do Quito pedzacym autobusem i resztka sil doczlapalismy do hostelu. Dworzec autobusowy na ktory przyjechalismy byl oddalony od centrum chyba o 100 km ale cale szczescie przemila pani w informacji turystycznej wytlumaczyla nam jak dojechac miejskim autobusem za 25 centow zamiast taksowka za 10$. Hostel, ktory upatrzylismy sobie w przewodniku znajdowal sie doslownie zaraz przy przystanku wiec tym wieksza byla nasza radosc :) Pokoj pachnial swiezoscia.. jeszcze tylko szybki prysznic i wymarzony sen.. niestety zmacila go zbyt poranna  wizyta naszych przyszlych wspolokatorow. Malenki pokoj zapelnil sie Autralia.. ciezko bylo sie przedostac do wyjscia przez stosy plecakow i porozrzucanych ubran..po sniadaniu stwierdzilismy ze poszukamy czegos mniej zatloczonego.. Trzy ulice dalej znalezlismy uroczy maly hostelik Huaki2, czysto,przytulnie i sympatycznie. Pol godziny pozniej rozkoszowalismy sie wlasnym 8 osobowym pokojem, ktory szczesliwie do konca pobytu goscil tylko nas :) jako jedni z nielicznych gosci moglismy do woli siedziec na darmowym internecie, z czego nie omieszkalismy korzystac :) zaraz za rogiem pyszna piekarnia i sniadanka na powietrzu popijane wlasnorecznie zmiksowanymi mleczno-owocowymi koktajlami..hmm az sie nie chcialo wyjezdzac.. po jednodniowym leniuchowaniu wybralismy sie na zwiedzanie miasta. Rozpoczelismy od wjechania kolejka linowa teleferico na puntk widokowy na stoku wulkanu Pichincha, skad mozna podziwiac panorame miasta. Probowalismy wypatrzec gdzies w oddali nasz bialy Cotopaxi ale zdaje sie znowu schowal sie w chmurach..zapowiadalo sie na deszcz wiec zjechalismy czym predzej i pognalismy na starowke liczac ze uda nam sie cokolwiek zobaczyc zanim dopadnie nas ulewa, ktora zapowiadali po poludniu. Pokrecilismy sie troche po waskich uliczkach, odwiedzilismy jedyny otwarty darmowy kosciol La Merced, w ktorym znajduje sie cudowna figurka Matki Boskiej patronki Ekwadoru.. Zwiedzajac kolejne kolonialne starowki mozna juz przewidziec czego sie spodziewac, plac w srodku miasta, przy placu katedra i budynki rzadowe, kilka palm i jak sie ma szczescie rowniez protestujacy mieszkancy :) zazwyczaj kilka ulic dalej sa koscioly Franciszkanow, Dominikanow i Jezuitow, te ostatnie najczesciej ze zlotym oltarzem a wszystkie pelne sztuki kolonialnej i niestety najczesciej platne. Dotarlismy do hostelu przed deszczem i zdazylismy jeszcze zorientowac sie jak dojechac nastepnego dnia na rownik. W prazacym sloncu, o 12 w poludnie stanelismy na rowniku.. wielki pomnik wybudowany na czesc owego rownika okazuje sie byc nie do konca we wlasciwym miejscu.. wedlug najnowszych wosjkowo-gps'owych badan rownik znajduje sie jakies 200 metrow dalej.. ale turysci (w tym rowniez my) chetnie fotografuja sie na falszywym rownieku stojac nogami na  niby obu, choc w zasadzie jednej polkuli. Zaraz za parkiem wybudownym ku czci rownika z ogromnym monumentem posrodku i masa roznych pawilonow i planetariow znajduje sie niepozorne muzeum Inti-Nan przez ktore przebiega prawdziwy rownik. W muzeum bierze sie udzial w roznego rodzaju ekperymentach potwierdzajacych prawdziwosc zoltej linii rownikowej narysowanej w tym miejscu. Sprawdzalismy kierunek obrotu spuszczanej w przenosnym zlewie wody (na poludnowej polkuli kreci sie ona zgodnie ze wskazowkami zegarka, na polnocnej odwrotnie), stawialismy jajko na glowce gwozdzia, chodzilismy po rowniku z zamknietymi oczami sprawdzajac jakie sily na nas dzialaja.. duzo zabawy.. a do tego miejsce jest pelne kolibrow wiec ciezko mnie bylo stamtad wyciagnac :) w drodze powrotnej do Quito zajechalismy na lotnisko sprawdzic jakie sa ceny biletow na Galapagos.. wiedzielismy ze ta impreza jest bardzo droga ale liczylismy ze moze z okazji braku sezonu uda nam sie cos znalezc..dostalismy tez namiary na wojsoka flote, ktora zabiera pasazerow za pol ceny.. w biurze owej floty nie moglismy znalezc nikogo kto potrafilby udzielic jakis informacji, krecilismy sie tam z dobra godzine az ostatecznie wpadlismy na zolnieza ktory poinformowal nas ze owszem zabieraja pasazerow za pol ceny ale tylko z obywatelstwem ekwadorskim.. wiec niestety nasze marzenie odwiedzenia wysp Galapagos musielismy odlozyc na pozniej.. fajnie sie siedzialo w Quito ale trzeba bylo ruszac dalej, bo jeszcze sporo drogi przed nami..kupilismy bilet do granicy z Kolumbia i wyruszylismy na polnoc..

ps. Madzia! Pawel! wszystkiego najlepszego na nowej (nie latwej ;) drodze! jestesmy z Wami sercem i slemy gorace buziaki juz z Kolumbii!! Wszystkiego Milosnego!!

teleferico


w hostelu Huaki 2, niesamowicie sympatyczna zaloga


pani gonila nas po ulicy z wiadrem truskawek

w muzeum Inti ñan skurczone glowy leniwca i malego chlopca

indianka z przedza

Piotrek jako jedyny dostal jajeczny certyfikat

na prawdziwym rowniku

na tym oszukanym

katedra w Quito, zamknieta podczas naszej wizyty

starowka

glowny plac i demonstracje przed palacem prezydenckim

z widokiem na Quito

1 komentarz:

  1. o co chodzi z tymi poludniowo amerykanskimi mumifikwanymi glowami? musze cos wyszperac w google... okropnie nieludzkie to jest.. chociaz z drugiej strony ...jak najbardziej ludzkie! bardzo prymitywnie ludzkie. Kiedys przeprowadzimy na ten temat dyskusje ale poki co zbierajce informacje ;)

    OdpowiedzUsuń